HOME > Newsy > Pasja nie zna wieku

Pasja nie zna wieku

Filip rozpoczął przygodę z modelami RC od rodzinnej imprezy z okazji 40-tych uro

Data publikacji: 2025-12-31

Mała, rodzinna impreza w podtoruńskim hotelu poprowadziła go niespodziewanie na nowy zakręt. Gdy inni wspominają swoje zabawki z dzieciństwa, on skręcił w stronę miniaturowego świata RC. I pozostał w nim do dziś.

Na osiedlowych alejkach wzbudzał sensację. Nie dlatego, że będąc już dojrzałym facetem, głównym filarem rodziny, ojcem i mężem, jeździł sobie tak po prostu "samochodzikiem". Sensacją było, że ów "samochodzik" okazał się szybszy od psów sąsiadów i młodych adeptów bicia rekordu prędkości na rowerach. Czyli to jednak nie taka "zabaweczka"?

- Jazda wśród przypadkowej publiczności zawsze wzbudza ogromne zainteresowanie. Oczywiście spora część ludzi uśmiecha się żartobiliwie, może nawet nieco z ironią, że taki dorosły facet bawi się samochodzikiem. Lubię takie momenty, bo wtedy mogę im pokazać prawdziwe możliwości tej zabawki - opowiada Filip Knowski, bohater naszej rozmowy. - Uwielbiam wtedy ich miny, gdy mój Slash okazuje się szybszy od psa czy ich synka na rowerze. Nie mogą uwierzyć, jak szybki potrafi być model i jak bardzo technicznie zbliżony jest do prawdziwego samochodu off-roadowego. Wtedy traktują mnie poważnie (uśmiech).

Wróćmy jednak do początku Twojej przygody z motoryzacyjnym światem w miniaturze. Kiedy, dlaczego i skąd pomysł na tak oryginalne hobby?

- Wszystko zaczęło się w 2009 roku. Oglądałem i podziwiałem modele Tamiya, zarówno te redukcyjne jak i zdalnie sterowane. Są piękne i bardzo realistyczne. Potem przyszły pierwsze zakupy: Xmods Carson w małej skali i Mini-Z od Kyosho. Na poważnie wciągnęło mnie to jednak w dniu moich 40-tych urodzin. Rodzina sprawiła mi wtedy niebywały prezent - rasową terenówkę z USA - Traxxas Slash VXL 4x4. To był prawdziwy przełom i początek poważnego podejścia do tego hobby, choć jeszcze bez udziału w profesjonalnych imprezach. Tam bałem się pokazywać (uśmiech).

Na początku były nauki i testy na osiedlowych alejkach, stadionowej bieżni czy parkowych ścieżkach. Jazda do przodu, do tyłu, w prawo i lewo to jednak nie taka łatwa sztuka, jak mi się wydawało. Gdy dochodzi do tego prędkość, techniczne zakręty i szpaler kibiców - jest trema. Lubiłem eksperymentować z ustawieniami i poznawać co na co ma wpływ. Pierwsze zmiany w moim Slashu to osłony wahaczy, osłona na elektronikę i wzmocnienie karoserii. Później przyszedł czas na nowe akumulatory, części tuningowe i... poszukiwania społeczności. Samemu szybko się to nudzi.

Szesnaście lat w miniaturowym świecie to szmat czasu. Poznałeś go pewnie z każdej strony. Co najbardziej Ci się w nim spodobało?

- Są dwie rzeczy, które tu pokochałem - emocje i technika. Możliwość modyfikacji modelu oraz jego zbliżenie do prawdziwych terenówek, setki ustawień, które można zmieniać i które mają istotny wpływ na zachowanie modelu. Odkrywanie tego i eksperymentowanie daje mi dużo frajdy. Druga dziedzina to emocje w trakcie wyścigów, idea wspólnego spędzania czasu z innymi, tworzenie społeczności skupionej na wspólnej pasji, wymiana doświadczeń, organizowane eventy w których udział biorą całe rodziny - ojcowie, synowie i córki. Walka na torze to najlepszy element tego hobby - jazda w pojedynkę nie dostarcza tylu wrażeń i zabawy.

Tutaj się z Tobą zgodzę - jazda wokół przyszłowiowego trzepaka szybko się nudzi. Najważniejsze w każdym hobby, by mieć z kim go dzielić. Modele RC dostarczają też sportowych emocji, które w Toruniu od 2002 roku wzorowane zawsze były na sporcie motorowym. To tutaj powstały pierwszy rajdy i wyścigi rallycrossowe dla samochodowych modeli zdalnie sterowanych. Udało Ci się już kiedyś wcielić w rolę zawodnika?

- Oczywiście, choć nie od razu. Dopiero jak powstał obiekt Modelmania Park, odważyłem się na udział w pierwszych, amatorskich imprezach. Startuję w nich od samego początku i, nieskromnie dodam, jestem często wśród liderów. Kilka złotych pucharów stoi już na moim regale (uśmiech).  Imprezy są różnorodne, od rallysprintów po wyścigi. Pokonujemy okrążenia na czas albo mamy do wykonania ciekawe zadania z przeszkodami i bonusami oraz zmiennym układem toru. Na zawodach mamy pomiar czasu, sędziów oraz regulamin, który wyznacza zasady rywalizacji. Moim Slashem startuję w zawodach off-roadowych, choć Modelmania Park organizuje również imprezy dla innych modeli. Nie znam drugiego takiego miejsca, które miłośnikom modeli rc oferowałoby taką różnorodność - są malownicze trasy trialowe, asfaltowo-szutrowy tor rallycrossowy i mój ukochany piaszczysty wyścigowy. Dla każdego coś miłego.

Mówisz o złotych pucharach - jesteś już mistrzem, którego młodzi mogą naśladować i czerpać wzorce? 

- Oj, bez przesady (uśmiech). Staram się brać udział w każdych imprezach czy treningach, co z pewnością przekłada się potem na moje wyniki. Regularna jazda daje z pewnością przewagę nad niedzielnymi kierowcami. Tutaj sam model, nawet najlepszy, nie wygra żadnych zawodów. Modelmania Park jest specyficzna i warto ją poznać z każdej strony. Cieszy mnie na przykład wygrana w bardzo wymagającej imprezie, jakim jest Puchar dla Niepodległej. Na starcie możemy zobaczyć naprawdę mocną ekipę. Aktualnie jestem liderem w klasyfikacji generalnej "eXtremalnego Pucharu 4 Pór Roku", a to kolejna wymagająca impreza off-roadowa. 

Masz jakiś patent na zwycięstwa? Bo raczej jesteś ostrożnym i spokojnym kierowcą.

- Mówiąc o taktyce na pewno znaczenie ma dobre przygotowanie modelu, sprawdzenie wszystkich elementów, wymiana olejów w dyferencjałach, amortyzatorach, wymiana zużytych łożysk, ogólnie dobry stan techniczny sprzętu. To jest jak w motorsporcie - mała część może zaważyć na wszystkim. Muszę jednak od razu dodać, że umiejętności zawodnika mają tutaj największe znaczenie. W trakcie wyścigu staram się nie jechać agresywnie, bo to może skończyć się przewrotką i utratą cennych punktów. Na starcie może warto dodać więcej gazu i uciec do przodu unikając zamieszania na pierwszych zakrętach bezpiecznie utrzymywać swoje tempo bez zbędnych przepychanek z innymi zawodnikami. Najlepsze w wyścigach są emocje i współzawodnictwo, pojedynki do ostatniego zakrętu kiedy do samego końca nie ma zdecydowanego lidera i jedno dobre wejście w zakręt lub jeden błąd rywala może przesądzić o wszystkim. Do dziś pamiętam jeden z finałowych biegów jesiennej edycji, gdy na ostatnim zakręcie przy ciasnym nawrocie z rywalem, mój model wylądował na dachu.

To jest piękno toruńskich wyścigów "NO HiT", lub ich zmora. Jedni kochają tę adrenalinę, a drudzy wolą ścigać się na dywanach z przykucniętymi sędziami. My jednak kochamy toruńską piaskownicę. Zdradź jednak, skoro tak często stajesz na podium i znamy już Twoją taktykę, to czym Twój Slash różni się od innych maszyn?

- Moja terenówka to bodaj jedna z najstarszych generacji modeli Traxxasa startująca w Toruniu. Jest to wersja HCG z wysoką płytą podłogową, dość rzadko spotykany już model. Mam jednak swoje upodobanie do tej wersji z racji wyższego prześwitu. Łatwiej pokonuje się grząskie partie toru oraz lepiej zachowuje się na hopkach. Niestety, wyższy środek ciężkości ma też swoje wady w postaci większego narażenia na przewrotki - coś a coś. Mówiąc o modyfikacjach to zebrało się tego sporo. Wymieniłem seryjne amortyzatory na wersje aluminiowe z osłonami, wahacze Proline, zmieniona elektronika na Hobbywing - regulator oraz silnik,  do tego doszły stabilizatory przedniego i tylnego zawieszenia, zmienione półosie na stalowe oraz tył wersja HD, zastosowany metalowy centralny dyferencjał, dodatkowe osłony wahaczy i amortyzatorów oraz szybsze i mocniejsze serwo skrętu, koła zmienione na Louise, znalazła się też elastyczna osłona wanienki zapewniająca ochronę przed błotem i kamieniami. Jednak to wszystko może tylko wspomóc kierowcę od którego umiejętności zależy najwięcej.

Spora lista uzbierała się w ciągu tych lat. To jednak mocna strona Slasha, który oferuje bardzo szeroki katalog części tuningowych. Jeśli jednak Slash odmówi posłuszeństwa, lub po prostu na chwilę znudzi Ci się nim jazda, co innego stoi jeszcze w Twoim miniaturowym garażu?

- Nie jest tego aż tak dużo, wbrew pozorom. Obok Slasha stoi Losi DB Pro i Subaru Impreza z kolekcji Mini-Z. Tutaj mam dwóch faworytów, z racji znajomości technicznej i wielu już modyfikacji, znajomości wszystkich słabych i mocnych stron to ulubionym sprzętem jest Slash. Jest to model którym jeżdżę najwięcej z racji specyfikacji wyścigowych i regulaminów dla klasy Short Course. Jest to po prostu najbardziej popularna klasa wyścigowa w naszym małym toruńskim świecie modelarskiego offroadu. Natomiast bardzo lubię jeździć Losi ze względu na doskonałe dopracowanie mechaniczne tego modelu, praktycznie nie sprawia żadnych problemów, jest stabilny i przewidywalny choć cięższy i aby dotrzymać tempa Slashowi wymaga pakietów 3S. Model jest wykonany pięknie, z fabrycznym oświetleniem, atrapami kierowcy i innymi detalami, tutaj spora przewaga nad Slashem. Zdecydowanie lepiej nadaje do pokonywania hopek przez charakterystykę zawieszenia i tylne skrzydło nadające sporą stabilność w locie. Jest bardzo szybki na prostych, ale ma większe problemy w ciasnych zakrętach w porównaniu do Slasha. Sporą wadą też jest gorsza dostępność sporo droższych części. Ostatni maluch, czyli Mini-Z to japońskie dzieło sztuki pod kątem wykonania detali karoserii, technicznie to maleństwo nie wiele różni się od swoich większych kompanów, ma dyferencjały, zawieszenie z amortyzatorami, dyfer centralny itp., idealne do upalanie po domowym parkiecie, niestety ceny części równie nie należą do niskich.

Ceny modeli i części faktycznie czasami odstraszają potencjalnych nowych pasjonatów. Niektórzy jednak opowiadają o kosztach wędkarstwa, jazdy na rowerze czy nawet gry w piłkę nożną - każda pasja na poziomie bardziej zaawansowanym nie jest już tania. Moim zdaniem problemem jest porównywanie modeli RC do "samochodzików", a nie do czegoś poważniejszego, bardziej "dorosłego". Choć takie wrażenie "zabawki" model RC pokazuje tylko przy pierwszym spotkaniu. Jeśli byś został odpowiedzialny w firmie RC za promowanie tego hobby, jak zachęciłbyś nowych ludzi do wspólnej pasji? 

- Tutaj mogę podzielić się pewnym doświadczeniem biznesowym. Właściciel toruńskiego toru prowadzi też działalność nastawioną na eventy dla klientów. Zdarzyło mi się organizować dla moich współpracowników event, w całości przygotowany przez Modelmanie Park i pytając ich o wrażenia byli naprawdę pozytywnie zaskoczeni jak wciągające mogą być tego rodzaju wyścigi i jak wielkie emocje towarzyszą rywalizacji. Zaznaczam, że większość z moich Klientów nie miała nigdy styczności z tym hobby. Wiele osób, które przychodzi na tor obserwuje i fascynuje się wyścigami, ale zapewniam, że jest jak najbardziej w ich zasięgu spróbować jazdy bez kupowania modelu, można skorzystać z pomocy organizatora i wypożyczalni aby spróbować jak zachowuje się sprzęt, dobrać coś dla siebie i skorzystać z doświadczenia właściciela toru, aby dobrać sobie coś na początek stosownie do swoich umiejętności. Warto wybrać się jako kibic takie zawody i poczuć smak kurzu rozrzucanego przez pędzące, elektryczne terenówki. To wciąga. Uzależnia. Nawet tych, po 40-tce.

Dziękuję za rozmowę.

 

Komentarz do artykułu
Brak komentarzy.
Najbliższe imprezy NAJBLIŻSZE WYDARZENIA

Planujemy sezon 2026...

 MAGAZYN "RC AUTA"
Magazyn samochodowych modeli RC

WSPIERAJĄ NAS

 

Świat Reklamy ToruńTraxxas RC FREAKSmagazyn Rally and Race L&L Trans Modele zdalnie sterowane ToruńSamochodowe Tory Modelarskie Modelmania Park ToruńOtoModel ogłoszenia modelarskie sprzedam model części